Powroty

Doszłam do wniosku, że nie potrafię pisać. Nie potrafię przelać myśli i uczuć na papier, więc tym samym blogować. Znacznie piękniej świat wygląda w moich myślach, głowie, w rozbieganych oczach, które łapią każda barwę, każdy promień światła zza pociągowych szyb. Myślę, że świat jest mimo-wszystko piękny, choć ktoś kiedyś powiedział, że widzimy go takim jakim światłem jest oświetlany. Piękniej marzę, znacznie piękniej czuje i myślę ale spróbuje.

Pociąg rozcina powietrze i mknie do przodu, a ja zagłębiam się w książkę i chłonę piękne barwy świata zza okna, ciepły kolor sierpniowego słońca.

Wracam z moich wakacyjnych wojaży po raz trzeci. No właśnie, zawsze wracam choć nie bardzo zależy mi na powrotach, zawsze są przesiąknięte, chociażby odrobiną nostalgii.

Zaczęłam dwa tygodnie temu wsiadając popołudniem do samochodu. Kiedy weszliśmy już na nasz terminal, nie było odwrotu. Lot na Kretę trwał może trzy godziny a później odbiór bagaży i transport do hotelu. Choć nie widziałam jej za wiele, Grecja ujęła mnie za serce, może dlatego, że każde nowe miejsce, każde inne niż to, w którym zbyt długo przebywam, jest piękne, bo jest inne. Z powodu wszechobecnego skwaru nasze wyjścia gdziekolwiek były ograniczone do basenu, plaży i miasta. Jedynie pod koniec pobytu wyruszyliśmy na wycieczkę fakultatywna na wyspę Spinalonga oraz do miasta Agios Nikolaos. 













Niedziela. Od rana pakowanie, ciało bez duszy, bez serca. Może je utraciło, a może odjechało już w innym kierunku..

Przychodzi wieczór, wcześniej niż w Polsce, zachód słońca. Już bez uczuć, bo są ulotne, a ja nie łapie ich skrupulatnie na kartki. I, i już. Koniec, mam wrażenie, że to ludzie wiążą mnie ze sobą a nie miejsca. Terminal, wielki hałas, płacz dziecka, Polska. I już, czas jak i uczucia wymknęły mi się z rąk.


Wiem, nie poświeciłam Grecji uwagi na jaką zasługuje, ale przecież nie mogę rozpisywać się w nieskończoność i odczuwać zbyt wiele. Wszystko jest impresją, chwilą, choć może trwać dłużej niż parę sekund.


Zachody słońca, spacery, otulający ciało piasek,
cicho wołająca dziura w duszy i woda. Bezkres gładkiej tafli morza, chmury i kolory nieba. Nawet się nie odezwie. Nie poskarży, tylko milczy lub szumi jakby rozumiało i chłonęło świat.

I znów pakowanie, dalej i dalej świat i czas biegnie, a ja wsiadam w pociąg. Wysiadam, stacja Międzyzdroje. Ciągnę zbyt ciężka walizkę do połowy wypełniona jedzeniem. Cóż, trudno. Skoro Ten tam na górze na to pozwala to może jest dobrze. Bo przecież jest ze mną.





Dziś znów walizki i pociąg. Promienie rozlane po polach koją moje oczy i serce. Świat jest dziś jakiś osobliwy. Słońce oświetla go ciepłym, przyjemnym światłem. Jakby świat kończył się na złotych balotach siana, a czas ulotny jak zwykłe, zatrzymał się, a przynajmniej nie mógł dogonić pędzącego pociągu...


5 komentarzy:

  1. Też byłam na Krecie w tym roku, ale ja pomimo upału wybrałam się do wielu miejsc, bo nie wyobrażam sobie siedzenia całego wyjazdu na jednej plaży czy basenie. Przepiękne zdjęcia, cudny czuć w nich klimat. U mnie filmik i pierwsze zdjęcia z Grecji na blogu, zapraszam ;*
    malinowynotes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. O dziewczyno... Co za dobry post. Dawno chyba żaden mnie tak nie wciągnął, serio.
    No i zdjęcia, te ostatnie szczególnie. Mega.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki cudowny wpis!A zdjęcia bardzo inspirujące.
    julie-s-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia!
    Post był bardzo wartościowy i ciekawy :)
    Pozdrawiam cieplutko :*

    https://anastyle14.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń