Nie ma czasu na życie

 Pierwszy tydzień szkoły za mną, nowe doświadczenia, a to oznacza, że w mojej głowie zrodziły się nowe przemyślenia na temat życia. Przebywając w dużym mieście zdecydowanie brakowało mi ciszy, która otulała mnie zewsząd w mojej małej wsi. Nie ma czasu na życie. Każdy gdzieś biegnie, każdy coś goni, każdemu coś ucieka. Może to tylko nasze nie przestawione myślenie wciąż umyka przed naszymi ciałami. Ciągłe męczące prze-bodźcowanie. Nadmiar dźwięku, obrazu. Ale gdzie jest miejsce na nas. Na luźne myśli, na stłamszone uczucia i pragnienia. W tej całej pogoni za światem, samorealizacją, pracą czy nawet oczekiwaniami, którymi ktoś nas oblepił, nie ma nas. 


Myślę, że bardzo ciężko, mimo wszystko, jest być sobą, być człowiekiem w tym świecie. Ludzie w dużym mieście są zupełnie inni niż tutaj, małej mieścinie. Każdy zmierza gdzieś indziej, jest tyle różnych możliwości, tyle różnych wyborów, ale jednocześnie gdzie znajduje  się miejsce dla nas, dla tej delikatności, którą nosimy w sobie, dla tej stroskanej duszy zbyt obciążonej codziennością, dla tego małego dziecka, które jednak jest gdzieś tam i krzyczy.

Ludzie w mieście mają zupełnie inne problemy, zupełnie inny światopogląd. W pewnym momencie miałam wrażenie, że jestem w innej epoce, ponieważ to co widziałam i słyszałam tak dalece odbiegało od prawdy, którą we mnie wpojono. Nie wiem czy chce tak żyć. Każdy ma wybór, to jasne, ale niektóre wybory są trudniejsze od innych. Zawsze chciałam być kimś, mieszkać w dużym mieście, wiele osiągnąć, mieć wszystko na wyciągnięcie ręki i wyprzeć z siebie tą codzienność. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy świadomie wybierają własne życie. Myślę, że pojmuję teraz odrobinę więcej.


W szkole, fakt- jest ciężko, bo przecież wybrałam jedną z lepszych, ale ja nadal nie mogę zrezygnować z ambicji, nawet kosztem samej siebie. Wiem, to bezduszny pomysł, lecz wciąż nie potrafię w pełni zdecydować się na ukryte życie. Wciąż dążę do sukcesów, chociaż nie wiem czy są one cokolwiek warte jeśli ceną jest to małe dziecko z ołówkami i delikatną duszą, które nadal gdzieś we mnie tkwi. 



Odnaleźć samego siebie

Tadeusz Różewicz

ci młodzi ludzie 
dziewczyny i chłopcy 
mówią szybko niewyraźnie 
mówią że szukają "siebie" 
szukają miłości boga 
zbierają się w wielkie stada 
grupy grona gromady 
sto tysięcy dwieście pięćset 
milion Czy to nie błąd 
czy rzeczywiście 
można w tym tłumie 
odnaleźć siebie 
nadzieję miłość wiarę 
czy "najpiękniej" unosi się do nieba 
modlitwa miliona spoconych 
ciał czy o to chodziło 
Nauczycielowi

jeden skowronek 
jedna nuta dotrze do Ukrytego 
ale milion skowronków 
to jest coś monstrualnego 
opamiętajcie się młodzi przyjaciele

jesteście przerabiani 
na masę 
masę ludzką 
masowego odbiorcę 
jesteście przerabiani 
na ciemną masę 
na masę towarową

proszę was 
nie bójcie się samotności 
nie bójcie się ciszy 
nie bójcie się "nudy" 
pamiętajcie 
że milczenie jest wymowne 
że nienawiść krzyczy ryczy 
ujada i wyje 
miłość uśmiecha się milczy 
czeka na was

2 komentarze:

  1. To bardzo dobrze, że jesteś ambitna. Kochana, uwielbiam wiersze Różewicza. Rok w rok przez całe liceum recytowałam je na konkursach polonistycznych. Aż mi wspomnienia wróciły! :)
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie za to kocham duże miasta! Za ruch, dynamikę, bieg. Tu nie ma czasu na nudę. Ale cenię sobie też chwilę refleksji. Długo nie mogłam tego pogodzić, aż w końcu znalazłam na to sposób. Codziennie wieczorem staram się wygospodarować chwilę na właśnie takie przemyślenia, siadam wygodnie w ulubionym fotelu i snuję refleksje. Czasami je spisuję w specjalnym zeszycie, a czasami zostają tylko we mnie. Przywróciłaś mi wiarę w ludzkość wierszem Różewicza! Jak dobrze wiedzieć, że istnieją jeszcze ludzie, któzy z własnej woli czytają poezję ;) Życzę cudownej niedzieli, kochana! Trzymaj się cieplutko!

    ♥,
    MADEMOISELLE BLOG

    OdpowiedzUsuń